EMS czy mikroprądy na twarz: czym się różnią i co wybrać do domu

Te dwa słowa stoją w opisach urządzeń do twarzy obok siebie, często wymiennie, i przez to brzmią jak to samo. Nie są tym samym. Pracują na innym poziomie, inaczej się je odczuwa i dają co innego. Jeśli masz kupić jedno urządzenie do domu, ta różnica decyduje o tym, czy będziesz z niego korzystać, czy wyląduje w szufladzie.

Najkrótsza odpowiedź, zanim wejdziemy w szczegóły: EMS pobudza mięsień, mikroprądy pracują delikatniej, prądem tak słabym, że zwykle nic nie czujesz. EMS jest odczuwalny, mikroprądy są prawie niewyczuwalne. To nie jest wada ani zaleta żadnej z nich, tylko inne podejście.

Co to jest EMS i co robi na twarzy?

EMS to skrót od elektrostymulacji mięśni. Urządzenie przesyła przez skórę impulsy elektryczne, które wywołują drobne skurcze mięśni twarzy. Na twarzy pracuje ponad czterdzieści mięśni i większość z nich w ciągu dnia dostaje bardzo mało ruchu, zwłaszcza jeśli siedzisz przy ekranie i trzymasz napiętą żuchwę.

W praktyce wygląda to tak: nakładasz produkt przewodzący, prowadzisz głowicę wzdłuż linii żuchwy albo policzka i czujesz mrowienie. Przy wyższych poziomach dochodzi do tego uczucie lekkiego ciągnięcia mięśnia. Sesja jest krótka, w metodzie SculptFlow 5 to pięć minut dziennie, bo dłuższe stymulowanie tych samych partii niczego nie dokłada.

Sam mechanizm rozpisaliśmy szerzej w tekście jak działa masażer EMS na twarz.

Co to są mikroprądy i czym się różnią od EMS?

Mikroprądy to prąd o natężeniu liczonym w mikroamperach, czyli w ułamkach tego, czym pracuje EMS. Nazwa bierze się dosłownie z natężenia: mikro, a nie mili. Prąd jest tak słaby, że nie wywołuje skurczu mięśnia.

Zabiegi mikroprądowe od lat są w ofercie gabinetów kosmetycznych i zwykle prowadzi się je w serii, kilka sesji w krótkim odstępie, potem sesje podtrzymujące. Wersje domowe są słabsze od gabinetowych, bo sprzęt dla konsumenta ma ograniczone parametry. To ważne, bo opisy w sklepach potrafią pokazywać efekt gabinetowy przy urządzeniu na baterię.

Sesja mikroprądowa trwa zwykle dłużej niż sesja EMS, bo przy tak niskim natężeniu głowicę przesuwa się wolno po całej twarzy.

Na czym polega kluczowa różnica między EMS a mikroprądami?

Różnica sprowadza się do jednego pytania: co dokładnie pobudzasz.

EMS celuje w mięsień. Impuls jest na tyle silny, że mięsień odpowiada skurczem. Dlatego po sesji często zostaje uczucie napięcia i rozgrzania, podobne do tego po ćwiczeniu innej partii ciała. To uczucie mija, jest efektem samej sesji, a nie trwałą zmianą.

Mikroprądy celują poniżej progu skurczu. Nie widzisz i nie czujesz drgania mięśnia, bo prąd jest za słaby, żeby je wywołać. Pracujesz delikatnie, a odczucie ogranicza się najwyżej do bardzo lekkiego mrowienia albo metalicznego posmaku w ustach, który u części osób pojawia się przy przepływie słabego prądu.

Z tego wynika też różnica w codziennym używaniu. Przy EMS czujesz, że sesja się odbyła, i to pomaga utrzymać nawyk. Przy mikroprądach nie czujesz prawie nic, więc łatwiej odpuścić po tygodniu, bo brakuje sygnału zwrotnego.

Czego realnie oczekiwać od każdej z technologii?

Tu zaczyna się część, której większość sklepów nie napisze. Żadna z tych technologii w wersji domowej nie zmienia rysów twarzy, nie usuwa zmarszczek i nie zastępuje pracy kosmetyczki. Jeśli szukasz efektu ze zdjęć przed i po z gabinetu, domowe urządzenie Cię nie zadowoli, niezależnie od tego, czy wybierzesz EMS, czy mikroprądy.

Co sensownie postawić jako cel przy EMS: regularne pobudzanie mięśni, które zwykle nie pracują, świadoma praca z napięciem żuchwy i karku, uczucie rozgrzania i napięcia skóry po sesji. Do tego efekt, o którym rzadko się mówi: pięć minut dziennie, kiedy nikt Cię nie zaczepia.

Co sensownie postawić jako cel przy mikroprądach: bardzo delikatna praca na całej twarzy, spokojny rytuał bez odczuwalnej stymulacji, opcja dla osób, które źle znoszą silniejsze bodźce.

W obu przypadkach o wyniku decyduje bardziej to, czy robisz to regularnie, niż to, którą technologię kupiłaś. Brzmi nudno i dlatego nikt tego nie reklamuje.

Ile czasu potrzeba, zanim cokolwiek da się ocenić?

Nie po tygodniu. Przy jednej i drugiej technologii pierwsza uczciwa ocena jest możliwa po kilku tygodniach codziennej albo prawie codziennej pracy. Sześć do ośmiu tygodni to rozsądny moment, żeby sobie odpowiedzieć, czy to Twoje narzędzie.

To nie jest obietnica, że po ośmiu tygodniach coś się wydarzy. To informacja, że wcześniej po prostu nie ma czego oceniać, bo skóra i mięśnie nie odpowiadają na pojedynczą sesję. Zrób zdjęcie na starcie, w tym samym świetle i z tej samej odległości, inaczej ocena będzie oparta na nastroju z danego dnia.

Drugi warunek jest mniej oczywisty: musisz wiedzieć, co robisz przez te pięć minut. Urządzenie bez metody zwykle kończy w szufladzie po dwóch tygodniach improwizacji. Z tego powodu do masażera dołączamy program RITUNEA 21, który po prostu mówi, co robić którego dnia.

EMS a mikroprądy: różnica kryterium po kryterium

Kryterium EMS Mikroprądy
Co pobudza Mięsień, impuls wywołuje skurcz Poziom poniżej progu skurczu mięśnia
Natężenie prądu Wyższe, wystarczające, by mięsień zareagował Mikroampery, stąd nazwa, wielokrotnie słabsze
Jak się to odczuwa Mrowienie, pulsowanie, przy wyższych poziomach ciągnięcie mięśnia Zwykle prawie nic, czasem bardzo lekkie mrowienie albo metaliczny posmak
Czy widać reakcję mięśnia Tak, przy wyższych poziomach Nie
Typowa długość sesji w domu Krótka, kilka minut Dłuższa, praca wolniejsza i na całej twarzy
Produkt przewodzący Konieczny, na suchej skórze nie pracujesz Konieczny, na suchej skórze nie pracujesz
Sygnał zwrotny, czy urządzenie działa Wyraźny, czujesz sesję Znikomy, łatwiej porzucić nawyk
Ryzyko przesady Większe, bo poziom można podkręcić za wysoko Mniejsze, natężenie z natury jest niskie
Kiedy przerwać sesję Ból, pieczenie, skurcz mięśnia, zawroty głowy Ból, pieczenie, zawroty głowy, wyraźny metaliczny posmak
Najczęstszy błąd Zbyt wysoki poziom od pierwszego dnia Zbyt krótka sesja i brak regularności
Dla kogo raczej tak Napięta żuchwa, ochota na odczuwalny bodziec, krótki rytuał Wrażliwość na bodźce, potrzeba bardzo delikatnej pracy
Czego nie zrobi Nie zmieni rysów i nie zastąpi gabinetu Nie zmieni rysów i nie zastąpi gabinetu

Jakie przeciwwskazania łączą obie technologie, a jakie je dzielą?

Wspólne, bo w obu przez ciało płynie prąd:

  • rozrusznik serca i inne wszczepione urządzenia elektroniczne
  • ciąża
  • padaczka
  • aktywne zmiany zapalne, rany i podrażnienia w okolicy pracy
  • świeże zabiegi estetyczne, wypełniacze lub implanty w tej okolicy
  • zmiany skórne, którymi zajmuje się lekarz
  • metalowe elementy w obszarze stosowania

Wspólne są też strefy, których się nie dotyka: powieki i okolica gałki ocznej, tarczyca, tętnica szyjna. Obie technologie wymagają produktu przewodzącego, bo na suchej skórze prąd nie rozkłada się równomiernie i rośnie ryzyko nieprzyjemnego kłucia.

Osobno warto pamiętać, że przy EMS dużo większe znaczenie ma poziom intensywności. Zaczynasz zawsze od najniższego i podnosisz stopniowo, a ból, pieczenie, skurcz mięśnia albo zawroty głowy oznaczają koniec sesji, nie powód, żeby wytrzymać jeszcze chwilę. Przy mikroprądach częściej pojawia się metaliczny posmak, który też jest sygnałem, żeby zejść niżej.

Żadna z tych technologii nie jest dla każdej osoby. Przy jakiejkolwiek wątpliwości, a zwłaszcza przy chorobach przewlekłych i wszczepionych urządzeniach, pytanie kierujesz do lekarza, nie do sklepu. Pełną listę zasad zebraliśmy na stronie bezpieczeństwo.

Która technologia dla kogo?

EMS wybierz, jeśli chcesz czuć, że sesja się odbyła, masz napiętą żuchwę i kark po pracy przy ekranie, potrzebujesz krótkiego rytuału, który zmieścisz w wieczór, i wiesz o sobie, że nawyk utrzymasz łatwiej wtedy, gdy coś realnie czujesz.

Mikroprądy wybierz, jeśli źle znosisz silniejsze bodźce, zależy Ci na maksymalnie delikatnej pracy i masz cierpliwość do dłuższych sesji bez wyraźnego sygnału, że urządzenie pracuje.

Odpuść jedno i drugie, jeśli masz którekolwiek z przeciwwskazań, oczekujesz zmiany rysów albo wiesz, że nie utrzymasz codziennego nawyku dłużej niż tydzień. W tym ostatnim przypadku pieniądze lepiej wydać na krem, który i tak nakładasz.

Co wybrać, gdy budżet jest ograniczony?

Przy jednym urządzeniu pytanie nie brzmi, która technologia jest lepsza, tylko z której naprawdę będziesz korzystać. Sprzęt leżący w szufladzie ma skuteczność zero, niezależnie od parametrów w opisie.

Z tej perspektywy EMS ma przewagę praktyczną: krótka sesja, wyczuwalny bodziec, prostsza decyzja, że dziś to zrobisz. Do tego urządzenia łączone, jak masażer EMS RITUNEA SculptFlow 7w1, dają w jednym sprzęcie także ciepło, wibrację i światło LED w siedmiu kolorach, więc nie kupujesz osobnego urządzenia do każdej funkcji.

Policz też koszt, o którym nikt nie uprzedza: produkt przewodzący. Bez niego nie pracujesz ani z EMS, ani z mikroprądami, a zużywa się regularnie. To stały wydatek obok jednorazowego kosztu sprzętu, i przy tanim urządzeniu potrafi po roku przewyższyć jego cenę.

Ostatnia rzecz, ważniejsza niż sam wybór technologii: sprawdź, czy sprzedawca pisze, czego urządzenie nie zrobi, czy daje polską instrukcję i czy da się do niego napisać po zakupie. Zebraliśmy to w kilku punktach w tekście jaki masażer do twarzy wybrać.

Najczęstsze pytania o EMS i mikroprądy

Czy mikroprądy są skuteczniejsze od EMS?

Nie ma tu prostego zwycięzcy, bo te technologie robią co innego. EMS pobudza mięsień, mikroprądy pracują poniżej progu skurczu. Przy urządzeniach domowych o wyniku i tak decyduje regularność, a nie sama technologia.

Czy mogę łączyć EMS i mikroprądy w jednym rytuale?

Nie jest to potrzebne, a przy urządzeniach domowych zwykle oznacza dwa sprzęty i dwa razy dłuższą sesję, którą trudniej utrzymać. Jeśli chcesz spróbować obu, nie rób tego samego wieczoru na tej samej partii twarzy i obserwuj reakcję skóry.

Czy EMS na twarzy boli?

Nie powinien. Prawidłowo ustawiony poziom to mrowienie i pulsowanie, ewentualnie lekkie ciągnięcie mięśnia. Ból albo kłucie znaczy, że poziom jest za wysoki, brakuje produktu przewodzącego albo pracujesz w okolicy, której się nie dotyka. Wtedy kończysz sesję.

Czy domowe urządzenie zastąpi zabieg w gabinecie?

Nie. Sprzęt dla konsumenta ma ograniczone parametry i pracuje w innym trybie, codziennie i krótko, zamiast rzadko i mocno. To dwie różne rzeczy i uczciwie jest tak je traktować.

Po jakim czasie mogę ocenić, czy warto było?

Po kilku tygodniach regularnej pracy, realnie w okolicach sześciu do ośmiu. Wcześniej nie ma czego oceniać, dlatego zdjęcie na starcie w stałym świetle jest jedynym uczciwym punktem odniesienia.

Powrót do blogu